Jak wygląda wasz poranek?

Sprowadźmy wszystko do dwóch diametralnie różnych scenariuszy, a ty sam odpowiedz sobie na pytanie do którego jest ci bliżej.

Pierwszy.

Kiedy usłyszysz dźwięk budzika, wyciągając jedynie rękę spod kołdry powolnym ruchem namierzasz telefon by włączyć kolejną drzemkę na kilka minut.

Odpowiedz sobie na pytanie czy złapałeś się kiedyś na tym że ustawiasz swój budzik specjalnie kilkanaście minut wcześniej żeby po pierwszym dzwonku poleżeć jeszcze przynajmniej kilka słodkich minut?

Wracając do naszego poranka – kiedy budzik zadzwoni po kolejnej już drzemce – musisz powoli zwlec się z łóżka – nie masz wyboru trzeba przecież iść do pracy, odwieźć dzieciaki do szkoły lub zrobić inne czynności cokolwiek dzieje się w Twoim życiu.

Następnie maszerujesz do łazienki, załatwiasz poranne potrzeby i smętnym krokiem udajesz się do kuchni by zaparzyć sobie aromatyczną kawę, która z pewnością zdziała cuda.

Drugi scenariusz:

Ustawiasz budzik by nie zaspać jednak często zdarza Ci się obudzić na kilka minut przed nim. Wstajesz bez większego zastanowienia i po porannej toalecie, przepłukujesz twarz lodowatą wodą.

Kilka minut później wykonujesz kilka ćwiczeń, lub na przykład jesteś gotowy do porannego joggingu, czy choćby spaceru z psem.

Po powrocie i prysznicu, jeśli przy okazji porannych ćwiczeń nabawiłeś się nieciekawego zapachu, kilka łyków Yerby dodaje Ci bystrości umysłu i błysku w oku i jesteś gotowy do działania.

A Ty którym typem jesteś? Oczywiście trudno byłby mi trafić dokładnie w poranną rutynę każdego z Was – jednak sam zastanów się pod którym z tych dwóch scenariuszy podpisałbyś się, gdybyś musiał wybrać jeden z nich.

Jeśli mój autograf znalazłby się pod scenariuszem numer jeden, pewnie wogóle nie byłoby tego podcastu.

Dzisiaj opowiem Wam o mojej porannej rutynie i czynnościach, które sprawiają że na kilkadziesiąt minut po przebudzeniu mógłbym dosłownie góry przenosić.

Zgodnie z tym co obowiązuje na przykład w wojsku, nierozłączną i pierwszą czynnością po wstaniu z łóżka jest pościelenie go. Rzeczywiście to dość ważna sprawa, pozornie poprawiamy tylko poduszki i kołdrę i nakrywamy kocem czy odkładamy na miejsce piżamę lub kubek z wodą z szafki nocnej – jednak w rzeczywistości robimy o wiele więcej – nie minęło nawet 5 minut odkąd otworzyliśmy oczy a już doprowadziliśmy coś do końca – odnieśliśmy pierwszy tego dnia mały sukces.

Dodam tylko, że w mojej sytuacji rzadko udaje mi się wykonać ten pierwszy krok. W ramach usprawiedliwienia dodam tylko, że najczęściej wstaję przed Ewą, a na dodatek jak tylko otworzymy oczy i dzieciaki nas usłyszą natychmiast wszystkie wpadają do naszego łóżka na poranne rozmowy czy przytulanki. – Jednak kiedy okazjonalnie sypiam sam, na przykład w hotelu kiedy pracuję zdala od domu, zawsze przykładnie składam łózko 🙂

Wizytę w łazience zostawię owianą tajemnicą, bo że tak powiem nic ciekawego tam nie robię. Jednak po tej krótkiej toalecie i umyciu rąk zawsze kilka razy przepłukuję twarz zimną wodą, dokładniej lodowatą – czerpiemy wodę z malutkiej źródlanej studni której temperatura przyprawia o gęsią skórkę. Następnie szczotkuję zęby – wiem wiem że jestem przecież przed śniadaniem, jednak nierzadko śniadanie jem dopiero po jakimś czasie, nie rzadko nawet ponad godzinę czy dwie później  (zależy od wielu czynników i pory roku, zależy od tego czy rano robię tylko szybką gimnastykę czy idę na 30 minut pobiegać czy jadę na godzinę na rower).

Jako, że obecnie mamy zimę to zostaję przy porannej gimnastyce w domu.

Każdego dnia, nieważne czy jestem w domu, w hotelu, zostałem na noc u brata czy kolegi, zawsze rano wykonuję kilka podstawowych ćwiczeń.

Od wielu wielu lat jak do tej pory z wyjątkiem kilku poranków kiedy budziłem się z przysłowiowym helikopterem niegdy nie zapominam o porannych ćwiczeniach.

Kilka skłonów, rozciąganie, następnie kilka przysiadów lub podskoków w dość szybkim tempie by nieco przyspieszyć bicie serca i puls. Później co kto lubi, brzuszki, pompki, czy bardzo modny ostatnio plank. Ćwiczenia wykonuje w kilku seriach z liczbą powtórzeń 20 -30 na serię – tak jest dla mnie optymalnie.

Przeważnie wyrabiam się w 15 minut.